Dowcipy Filmiki Gry online Mp3 Obrazki
PPS-y Teksty Życzenia  
Masz dosyć reklam? ||
 
 
   
 

Strona główna

Dowcipy
Chuck Norris
Informatyczne
Małżeńskie
Nonsens
O blondynkach
O dresiarzach
O hrabim
O Jasiu
O pijakach
O studentach
O teściowej
Twoja stara
Stirlitz
więcej dowcipów>>
Teksty
Ciekawostki ze świata
Śmieszne teksty
Zagadki i sztuczki psychologicze
więcej tekstów>>
Gry online
Arcade
Bijatyki
Dla Dzieci
Fabularne
Intelektualne
Kasyno
Multiplayer
Platformowe
Przygodowe
Room Escape
Sportowe
Strzelanki
Zręcznościowe
więcej gier>>
Filmiki
Bonusy filmowe
Dubbing
Japońskie teleturnieje
Kabarety
Teledyski & parodie
Reklamy
Sportowe
Zwierzęta
Wpadki na wizji
Zwierzęta
Z życia wzięte
więcej filmików>>
Mp3
Detektyw Inwektyw
Dzieci wiedzą lepiej
Edi800 &...
Grzegorz Halama
Huta '99
Kabaret NapAd
Kabaret OT.TO
Kabaret Tey
To zdarzyło się na prawdę
więcej mp3>>
Flashe
Knox's Korner
Parodie
Piosenki
Salad Fingers
Tajemnicze
Xiao Xiao
Z życia flashów
więcej flashów>>
Obrazki
Ciekawe
Komiksy
Komputery
Reklamy
Rysunki
Samochody
Sport
VIP-y
Wklejanki
Zoo
Z życia wzięte
więcej obrazków>>
PPSy
Interaktywne
Ku pokrzepieniu serc
Polityczne
Różne
Śmieszne
więcej ppsów>>
Kto, ile, kiedy...
W obecnej chwili mamy 3 osób on-line, w tym 0 użytkowników!
Konto u nas posiada już 28929 osób, a ostatnio dołączył niejaki endriu519!
Ostatni głos oddano dzisiaj o 02:35.
Ostatni komentarz napisano 2021-07-01.

Teksty > Śmieszne teksty > Pan Tadeusz

Księga szesnasta

Podniosła do góry Zosia swój szpikulec.
Tadek ją łagodził mówiac bardzo czule,
Lecz na nic się nie zdały Tadeusza słowa,
Bo do ciosu Zosia była wnet gotowa.
Jednym szybkim ruchem opusciła ostrze,
Mówiąc przy tym z pasją "Zgiń! Przepadnij! Łotrze!"
Tadek zamknął oczy na śmierć się szykując,
A po chwili słyszał jak ona pokrzykując*
Rzucała ku niemu słowa pełne złości.
"Zosiu, nie trafiłaś? Z takiej odległości?!"
Tako rzekł Tadeusz zdziwiony jej zezem.
"Jak mogłaś nie trafić, gdy bez ruchu leżę?"
Nagle do pokoju wpadł pan Podkomorzy
I strzałem ze strzelby Zosię wziął położył.
Odpiął Tadeusza i wyciągnął z łóżka.
Z ust Zosi spłynęła krwi czerwona strużka.
Spojrzał na nią Tadek i zapłakał rzewnie,
Bo się nie ruszała - już nie żyła pewnie.
Lecz jakże się mylił. Okazać się miało,
Że Tadek o Zosi wiedział bardzo mało,
Bowiem Zosia nagle przy łóżku stanęła,
Krzyknęła "O kurwa!" i nóżką tupnęła.
Włosy jej urosły, zęby wydłużyły,
A zamiast paznokci szpony pojawiły.
Tadek z Podkomorzym patrzyli z przestrachem
Na to co się dzieje pod dworku tym dachem,
A po chwili Zosia okrutnie zawyła
I chłopy patrzyli prosto na wampira.

Księga siedemnasta

Tadeusz swym krzykiem narobił hałasu
Wyskoczył z pościeli i uciekł do lasu,
Do lasu przyleciał potwornie zziajany,
Ale zaraz spostrzegł, że nie jest ubrany,
Więc lekko skulony, cichcem, po kryjomu
Dosyć bezszelestnie zakradł się do domu
Na spotkanie z Zosią był jednak gotowy,
Bo w ręku miał ostry kołek osinowy
"Szlachetny wybawco, Panie życia mego"
Zbliżył się Tadeusz do Podkomorzego
I spojrzał z przestrachem, bowiem z jego pyska
Wystają po bokach dwa ostre zębiska
Pojął wtedy Tadek, dlaczego i po co
Telimena głównie przechadza się nocą
Spojrzał na nich smutno i pomyslał z żalem
"Całe Soplicowo to miasteczko Salem"
Rzucił się na Zosię z kołkiem osinowym
W drugiej ręce z młotem dziesięciokilowym
Kołek już przyłożył, lecz walnąć nie zdążył,
Bo Zosia krzyknęła: "Tadziu, jestem w ciąży!"
"Zosiu, jak się cieszę, nadeszła więc pora,
Żebyś mi powiła Tadzika Juniora"
"Nie ciesz się tak bardzo, mój miły kolego,
To nie Twoje dziecko, lecz Podkomorzego"
I z błyskiem w oczętach na Tadka spojrzała
Jak gdyby krwi swieżej zasmakować chciała.
"Jeśli jestem we śnie", Tadeusz się łudzi
"To chciałbym czym prędzej z niego się obudzić".

Księga osiemnasta

Jednak się marzenia Tadka nie spełniły,
Te krwawe historie jemu się nie śniły.
Szczypaniem w ramię jął się Tadek trudzić,
Lecz to nie pomogło - nie zaczął się budzić.
Wniosek więc był prosty: nie sen to, lecz jawa.
A to jęło Tadka przestrachem napawać.
Nie chciał być wampirem, a noc jeszcze trwała,
Więc musiał uciekać. Szansa była mała,
By mógł się ulotnić, lecz musiał spróbować.
Więc jak by to zrobić zaczął kombinować,
A że marnie jemu poszło to myślenie
Po prostu dał nogę biegnąc w las szalenie.
Zosia z Podkomorzym za nim się udali,
Lecz słońce wstawało więc zaraz wracali.
Pobiegł pan Tadeusz do miasta, na dworzec,
Aby sprawdzić pociąg- o jakiej był porze.
Pierwszy za godzinę pociąg był niestety,
Lecz poszedł do kasy, by kupić bilety.
W końcu się doczekał, bo pociąg przyjechał
I tak pan Tadeusz z ziemi tej wyjechał.
Dotarł do Warszawy. By nie mieć frasunku
Wziął w banku pieniądze ze swego rachunku.
Potem na lotnisku wsiadł on do Boeinga
I tak to poleciał wprost do Van Helsinga,
Znali się ze szkoły ze słynnym doktorem
Liczył więc na pomoc znawcy filmów gore.
Zamknął Tadek oczy, rozsiadł się w fotelu
I w takiej wygodzie podążał do celu.
Nagle dym wypelnił jego otoczenie.
Zdziwił się Tadeusz widzac to szalenie,
Jego to reakcja była odruchowa.
I uciekł do kibla, bo tam się chciał schować.
Zostawił swe miejsce z rozrzuconym pledem.
Numer tego miejsca brzmiał pięćdziesiąt siedem...

Księga dziewiętnasta

I siedząc tak w kiblu mruczał coś pod nosem,
Czy ktoś się zlituje nad jego marnym losem.
Czy ktoś z opresji wyciagnąć go raczy,
Bo nie ma zamiaru drażnić porywaczy,
Lecz w glowie już świta myśl jakże szalona
Nie podda się Tadzik, on tego dokona.
"Nie skoczy mi w oczy żaden dycydent,
Wykiwam ich przecież, jakem prezydent!"

Wyskoczył więc z kibla jak z procy wystrzelony,
W końcu to były żolnierz w boju zaprawiony.
Przewagę ma nad nimi poprzez zaskoczenie,
Już ,już zaczyna swoje oblężenie.
Ze spluwą w jednej, z komórą w drugiej dłoni,
Podłych porywaczy do poddania nakłoni.
Rozwalił ich wszystkich, ich wszystkich on sam,
Bo to jego samolot - "Air Force One"!

Księga dwódziesta

"Jestem prezydentem! Jestem prezydentem!"
Krzyczał pan Tadeusz stając za zakrętem.
Czy się będąc w kiblu uderzył czymś w głowę,
Że teraz tu krzyczał takim oto słowem?
W każdym to bądź razie krzyczeć nie przestawał
I w tych swoich krzykach szalonym się zdawał.
Zdziwił porywaczy- bardzo ich zaskoczył
Krzycząc głośno na nich patrząc prosto w oczy.
Jeden więc z bad guy'ów rąbnął go po karku
I Tadeusz upadł tłukąc szkło w zegarku.
A, że Tadek bardzo kochał swój zegarek
Nie minąło nawet sekund kilka parę,
A on używając wiedzy swej karate
Skopał terrorystów- stał się dla nich katem.
Zanim jednak wszyscy byli załatwieni
Jeden prosto w scianę zdążył raz wystrzelić.
No i stał się chaos. Wiatr hulał w kabinie,
A ludzie krzyczeli "Zginiem! Jezu! Zginiem!"
Pojawił się pilot i mówi te słowa:
"Tak więc katastrofa jestże już gotowa.
Jedno tylko wyjscie glowę moją truje:
Trzech musi wyskoczyć - to nas uratuje!"
Pierwszy powstał Anglik, usta w piwie zmoczył
Wykrzyknął "Za Anglię!" i zaraz wyskoczył.
Drugi Francuz stanął. Łyk wina obalił
Wykrzyknął "Za Francje!" z plane'u się oddalił.
Widząc sytuację Tadek wstał odważnie,
Wódkę wypił z gwinta, rozejrzał uważnie.
Teraz Tadek głośno "Za Mozambik!" rzucił
Złapał w pół Murzyna i wziął go wyrzucił.

Księga dwódziesta pierwsza

Jęły targać Tadzia wyrzuty sumienia,
Z czarnego człowieka tak zrobić jelenia?
Cóż mu biedaczysko w sumie zawiniło,
że na takie loty sobie zasłużyło?
Czyż to jego wina, że skóre ma czarną?
Nie, on nie zasłużył na dolę tak marną.
Lecz nagle wstrząs wielki targnął samolotem,
Tadzik się obudził, cały zlany potem.

Ach, cóż za ulga, że sen to był przecie,
Poczuł się był Tadzik najszczęśliwszy w świecie.
Siedział tak w fotelu pogrążon w nirwanie
Nic nie przewidując, co potem się stanie.
A stać się rzecz miała wcale nie banalna,
Bo wprost na nich leciała kapsuła owalna.
Nie, to nie owal, Tadzik przetarł oczy,
Widoczność jest słaba - obiekt w chmurach broczy.

Rozejżał się dyskretnie na współpasażerów,
Wszyscy siedzą cicho, wokół żadnych szmerów,
Jednak kila osób mocno podnieconych
O czymś rozmawiają - "Ech, podejdę do nich".
Może już coś wiedzą, co ten obiekt szuka,
Lecz oni wpatrzeni są w ekran notebooka.
Spojżał i Tadzik w ten ekran nieśmiało,
Wnet pojął w czym rzecz - czasu było mało.

Za oknem się chmury z lekka rozrzedziły
I wszyscy widzeli ów widok niemiły.
Widnokrąg przysłonił im talerz olbrzymi,
Toż to jest inwazja! Nie mamy szans z nimi!
Poczęli w panikę wpadać po kolei,
Gdy wybuch potężny za oknem ujżeli.
Cała nadzieja w wojsku powinności,
Jutro czwarty lipca - "Dzień niepodległości"!


Księga dwódziesta druga

Przyjrzal się Tadeusz statkowi dokładnie.
Zamiast się przerazić, usmiechnął się snadnie.
Wcale to nie wybuch, błysk to owy sprawił,
Ale rozblysk swiatła, który się pojawił
Tak nagle, że wszyscy tutaj w samolocie
Wzięli go za wybuch mysląc "Po klopocie.
Całe nasze troski, zmartwienia życiowe
Obrócą się w popiół przez wybuch zwęglone",
Lecz zaraz zaczęli widzieć to co Tadek.
Wróciły rumieńce na oblicza blade
I z zaciekawieniem przez okna patrzyli
Na to, co się dzieje, po chwili odkryli,
Patrząc w stronę statku, ze wprost to z talerza
Do ziemi powoli, jakiś statek zmierza.
Gdy dotarł do celu, miękko wylądował,
Ładownię otworzył i coś wyładował.
Małą chwilę potem powrócił do góry
I "połknął" go zaraz ten talerz ponury.
Huk się dało słyszeć, silnik się zapalił
Odwrócił się talerz i gdzieś się oddalił.
Po chwili już po nim nie było ni śladu,
A wszystko wróciło do ładu i składu.
Jednak pasażerów myśl taka dręczyła
Co załoga statku w dole zostawiła.
Ten z pasażerów, co miał z sobą laptopa,
Połączył się z Siecią i WWW kropa
nie-do-wiary kropa pl jął stukać,
Bo tam odpowiedzi chciał zaraz poszukać.
Nie minęła chwila i wszystko już wiedział,
A będąc mądrzejszym ludziom też powiedział.
Otóż to kosmici martwiąc się przesadnie
Teraz zachowali się tak bardzo ładnie.
Obejrzeli wcześniej Obcego część czwartą
I walkę z Obcymi cholernie zażartą,
A, że wszyscy Obcy w filmie wyginęli,
Więc się to kosmici strasznie zamartwili,
Że gdy Obcy zdechli koniec będzie sagi
I nikt już na Obcych nie zwróci uwagi.
Przywieźli tu przeto jednego Obcego
I do Hollywoodu kazali wziąść jego.

Księga dwódziesta trzecia

W Hollywood, Obcego przygarnąć nie chcieli,
Gdyż Obcych z plastiku cały tuzin mieli.
"Cóż nam po tym stworze?!" Magazynier wrzasnął...
Dostał szczęką w czapę i na wieki zasnął.
Obcy wściekł się bardzo, takim przywitaniem,
"Dajcie mi prezesa - będzie drugim daniem!"
Larmo się w wytwórni strasznie narobiło,
"Ratuj się kto może! Obcemu odbilo!"

"Ruszył biedny Obcy w obce sobie strony,
Zemszczę się na wszystkich jakem jest szalony!
Zostaną po nich zgliszcza, piasek, ziemia, torf,
Dokonam tego wkrótce jakem Xinomorf."
Myśląc tak o zemście gniazda zaczął szukać,
By się przed Marines mógł był rychło uciekać.
Wiedzał bowiem Obcy, co go może czekać,
Gdy wojskowe działka zaczną na niego szczekać.

Wieczór wnet nadciagnął, Obcy zęby szczerzy,
Czas się przysposobić do sutej wieczerzy.
Wyszedł z gniazda Xino, dyskretnie, cichaczem,
A tuż przed nim stoi Tadeusz z miotaczem.
"Nie tak prędko, mały", Tadzik szepnął cicho,
Wreszcie cię spoktalem! Hurra! Niech mnie licho!
Uciekaj czym prędzej, chcą Cię mieć żywego,
Ja zaś chciałbym ujżeć piątą część "Obcego"...

Księga dwódziesta czwarta

Gdy tylko Tadeusz przegonił Obcego,
Zaczęły złe myśli dręczyć umysł jego.
Czasu przecież mało miał Tadek ku temu
Żeby pomóc ludziom bliskim sercu jemu,
Którzy w Soplicowie w wampiry zmienieni
Żyli sobie w dworku wśród leśnych zieleni.
Cóż to go skusiło, by wyjść z samolotu
I gonić za Obcym z miotaczem piechotą?
Nie wiedząc wiąc co to wstał i ruszył w drogę,
Rozganiając w głowie myśli bardzo srogie.
Postanowił teraz nie rozdrapywac ran
I nagle usłyszał "Run, Tadeusz, Run!"
Na takie wezwanie porwał się do biegu.
Biegł tak więc przed siebie, wśród deszczu, wśród śniegu.
Nie patrzył na zimno, nie dbal o upały
Tylko biegł przed siebie zadyszany cały.
Miesiąc, potem drugi i trzeci tak minął,
A on wciąż zasuwał ze zmeczoną miną.
Przyłączać się także ludziska zaczęli,
Bo coś magicznego w tym biegu widzieli.
Wkrótce cała grupa tuż za nim biegała
Wciąż się wiekszą stając i dluższą bez mała.
Nagle wbiegł Tadeusz do góry po schodach,
Stanął na ich szczycie- pot sciekał jak woda
Z czoła zmęczonego pana Tadeusza.
A ten zaraz zaczął w podskokach się ruszać.
Tak skakał i skakał robiąc drobne kroki
I poczuł przez chwilę się tak jak sam Rocky...

Księga dwódziesta piąta

Tadeusz ochłonął, po schodach w dół zleciał
I w pierwszym odruchu do portu zaleciał
W porcie się załapał na rejs wycieczkowy
I wkroczył na poklad, lecz był tutaj nowy
I spojrzał po wszystkich, w glowę się podrapał
I pojął na jaki Rejs to się załapał.
'Witamy Cię Tadziu', powiedzial Kaowiec
'Podejdź tu na scenę i coś nam opowiedz'
Tadek się pokłonił z bardzo dużym gestem
'Bardzo mi jest przykro, pan Tadeusz jestem.
Co mam wam powiedzieć?' wypalił z kopyta
'Czego chcecie wiedzieć, niechaj każdy pyta'
'Co jest z polskim kinem?' ktos spytał spod ściany
'Co lubisz oglądać, gdy jesteś naprany?'
'Ja najbardziej lubię to "Milczenie owiec"'
Odrzekl mu Tadeusz, lecz zaraz Kaowiec
Zwrocil się do niego z błyskiem w oku dziwnym
I rzekł do Tadzika z obliczem naiwnym
'To nie jest zabawa, jesteś na komisji
powiedz nam tu zaraz, co wiesz o "Seksmisji"
Czy widziałes "Kanał", "Potop" albo "Misia"
Co mozna zobaczyc w naszych kinach dzisiaj?'
I pojął Tadeusz, że to przesłuchanie
Wiec przed zebranymi rozpoczął bajanie
'W wielu filmach grywa niejaki Żebrowski
Lecz lepszy od niego byłby Sidorowski
A zamiast Figury, mam koncepcję nową
Chyba bym umiescił samą Mamoniowa
A Anthony Hopkins, ten z "Milczenia Owiec"
To wypisz wymaluj nasz mily Kaowiec'
Lecz tego Kaowiec widać nie wytrzymał,
Bo Tadka pochwycił i w górze przytrzymał
Tadeusz pomyślał 'Ależ głupi byłem
Czemu, ach czemu, z Kaowca zadrwilem?'

Księga dwódziesta szósta

Zanim sie obejrzał wylądował w wodzie,
Bo się nie zlitował Kaowiec- dobrodziej.
Prąd wody go uniósł, popłynął w dół rzeki
Mijając po drodze gałęzie i ścieki.
Woda w Wiśle ciepła była Bogu dzieki,
Toteż Tadek płynął bez zbytniej udręki.
Wtem ze strachu zamarł patrząc wprost przed siebie
I po chwili uznał iż jestże w potrzebie.
Na gwalt bowiem Tadek czegoś potrzebował,
By zabić rekina co go atakował.
Lecz Tadek pomyślał tocząc bój w umyśle:
"Skad się kurwa nagle wziął ten rekin w Wisle?"
Czasu było mało, zbliżał się ludojad.
Patrzy na bok Tadek- widzi pływa boja.
Co oznaczać mogla takowa to plawa?
Uznał, że to sprawdzi- rekin nie zabawa!
Zanurkował szybko, patrzy, a tam rura.
Wyłowil ją. Bestia zbliza się ponura.
Rozdziawiła szczęki, zaatakowała.
Myśli Tadek: "W rurze nadzieja ma cała".
Wsadził mu ją w paszczę, prościutko do pyska
Widząc wyszczerzone rekina zębiska.
Pamietał, ze w filmie prąd bestie poraził
Wiec i na to czekal wystraszony Tadzik.
Zazgrzytaly zęby rekina o rurę
I ją rekin przegryzł robiąc w rurze dziurę.
Lecz nic się nie stało- prąd go nie poraził,
A wycieklo z rury tylko trochę mazi.
Ujrzal to Tadeusz no i się załamał.
"Czyś ty kurwa głupi? Zęby chcesz mi złamać?"
Usłyszał wyraźnie takie właśnie słowa
No i ze zdziwienia aż się zagotował.
Patrzy na rekina- ten nawija dalej.
Rekin, który mowi? Nie miesci się w pale.
Dowiedział się przeto Tadek od bydlęcia,
Że o tym, gdzie pływa nie ma on pojęcia,
Że się biedny zgubił i pyta o drogę.
"Ja Ci" Mówi Tadek "w tym to nie pomogę.
Sam sie ja tu w wodzie znalazłem przypadkiem
I plynę motylkiem, zamiast plynąć statkiem".
Wspólczując mu rekin, na brzeg go podrzucił,
A sam szukać drogi do domu powrócił.

Księga dwódziesta siódma

Lecz tak się Tadkowi świat wody spodobał,
Że z desek dębowych łódkę wybudował,
Rzucił ją na wodę i wskoczył do środka
'Cały jestem ciekaw, co jeszcze mnie spotka?
Chcę zobaczyć Ghanę, Grecję, oraz Chiny
Może poznam inne przyjazne rekiny?'
I płynął tak, płynął, wiosłując zawzięcie
Na swoim malutkim, przytulnym okręcie
Prowiant na tą drogę zapakował wcześniej,
Były więc konserwy, była Wyborowa
Co dzień się upijał, w horyzont wpatrywał
Lecz szybko zasypiał - film mu się urywał
'Dobrze, że tu nie ma żadnych drapieżników,
Nie chciałbym na morzu żadnych przeciwników'
Ze wszystkich najbardziej bał się weżów boa
Lecz najgorsze przyszło: atol Mururoa
Bo Francuzi państwem chcąc zostać mocarnym
Tu przeprowadzali wybuch nuklearny
W samym jego środku Tadek się znajdował
Gdy wybuch błysk wielki wokół spowodował
Tadeusz był w lodzi, nie w schronie schowany
Więc zapewne został napromieniowany
Łódka podczas sztormu wnet się roztrzaskała,
Tadka owładnęła więc trwoga niemała,
Dwie godziny płynął, aż zobaczył w dali
Jak na jakiejś wyspie ognisko ktoś palił
Tadeusz w te pędy do wyspy dopłynął
Podbiegł do ogniska, rękawy podwinął
Bardzo chciał się ogrzać, przy ogniu zobaczył
Przepiekną kobietę. Wciąż się na nią patrzył
A ona na niego spojrzała przelotnie
Oraz uśmiechnęła się jakby zalotnie
'Ależ mi się trafił na wyspie Piętaszek
Tu mi nie zabraknie miłosnych igraszek
Ona taka piękna, ja taki wspaniały
Zaraz jej coś powiem, nie jestem nieśmiały',
Lecz wnet się powstrzymał, chociaż była sama,
Bo dostrzegł coś u niej. Co? - Jabłko Adama.
'Co więc bedę robił od świtu do nocy?'
I jął wypatrywać z oddali pomocy...

Księga dwódziesta ósma

Wyspa byla mała- schować się nie dało.
Uznał, że się poznać teraz wypadało.
Podszedł do kolegi marszcząc lico blade:
"Pozwól się przedstawić. Mam na imię Tadek"."
Nisko w pas się skłonił i podał mu rękę
"Będziem dzielić razem niewoli tej męke."
"Miło mi Cię poznać niedoli mej bracie.
I ja się przedstawie - jestem Teri Hatcher."
Uścisnęli dłonie i się uśmiechnęli,
A zaraz to potem rozmawiać zaczęli.
Wtem rzecze tak Teri: " Od samego ranka
Marzę, aby ktoś mi zrysował baranka "
Osłupiał pan Tadek- rysować nie umiał
Więc na taką prośbę bardzo był się zdumiał.
Zaczął się tłumaczyć nadmiernie bez mała,
Lecz się to nie zdalo, bo sie rozpłakała.
Już mial ją pocieszyć, gdy nagle trzęsienie
Poruszyło wyspą tak nagle, szalenie,
Że prawie do wody, by się osunęli,
Gdyby się zą wczasu nie byli skapnęli.
Wtem w ciszę na wyspie kichnięcie się wdarło.
Serce Tadka ze strachu niemalże zamarło.
No i głos się rozległ niczym dzwon w kościele:
" Co ludzie robicie tutaj na mym ciele? "
Skąd się dobywało dziwne to zjawisko,
Słyszeli dokladnie: katar, słowa, wszystko?
Nagle cała wyspa wzbiła się w przestworza.
Uderzyła w Tadka sytuacji groza.
Lecz był się rozejrzał, zrobił przed się "kroka"
I wprost pod nogami ujrzal Tadek smoka.
Nic już nie powiedział, usiadł koło Teri
I swój los przeklinał od jasnej cholery.
Noc się przybliżała, ciemno się zrobiło,
Gdy Tadeusz spostrzegł, że od niego biło
Światlo tak wyraźne, że oświetlał drogę.
Napromieniowanie było bardzo srogie.
Zamknął Tadek oczy i w kłębek się skulił,
A oni zbliżali się do złotej kuli.
Nie było to słońce, bo noc przecież była.
Co więc tutaj sfera tak złota robiła?

Księga dwódziesta dziewiąta

"Wyląduj no proszę mój smoku kochany
Tam, gdzie świeci kula, bo mam swoje plany"
Tak Tadek zagadął do smoka wielkiego
Licząc, że wysłucha tamten słowa jego.
Teri zadziwiona siedząc cicho z boku
Wzięła go za rękę "Nie rób tego kroku!
Kto wie co Cię spotkać może tam przy kuli"
Tadek sie nad Teri powolutku skulił
I szepnął do ucha pocieszenia słowa,
By się nie martwiła niewiasta morowa.
"Przez te dni ostatnie tylem ja zobaczył,
Że bać się już nigdy nie bedę już raczył.
Uciekłem ja z Litwy przed sforą wampirów,
Spotkałem Obcego, a wśród wodnych wirów,
Także i rekina co po ludzku gadał -
W sam raz się do cyrku taki byłby nadał...
Cóż mi się przydarzyć może przy tej kuli?
Nie wygląda groźniej od hrabi Draculi.
Wręcz przyjaźnie świeci i drogę rozbłyska
Nie sadzę bym zginął lądując tam z bliska.
Ty, jeśli się boisz leć dalej ze smokiem
I go nie zostawiaj ani jednym krokiem,
Bo zwierz to poczciwy i Ciebie ochroni."
I złozyl całusa gdzieś na Teri skroni.
Smok tymczasem szybko do celu się zbliżał
I w kierunku kuli lot swój wziął obniżał.
Zlądował na wodzie, przy małym pomoście
Drapiąc się po drodze po swędzącej kroście.
Zszedł Tadek na molo, smokowi pomachał
I poszedl do kuli- chwili się nie wahał.
Odchodząc uslyszał jeszcze slowa Teri,
A w nich pożegnania cichy odgłos szczery.
Lecz gdy się obejrzał smoka juz nie było
I jakoś się smutniej Tadziowi zrobilo.
Ruszył wtem przed siebie w kuli to kierunku
Odganiając z duszy ostatki frasunku.
Tuż przed złotą kulą stał magazyn wielki
Poszedł tam Tadeusz poprawiając szelki.
Liczył, że tam spotka jakiegoś człowieka,
Który mu wyjaśni, na co kula czeka.
Wszedł przez ciężkie wrota i spojrzał do środka.
Pierwsze co zobaczył- Buscemi'ego mordka.*.
Na podłodze leżał w krwi wielkiej kałuży
Tim Roth z pistoletem, bardzo, bardzo dużym.
Trzecia tam osobą był Keitel- pan Biały
Chodził w te i we w te jakby ogłupiały.
Pomyślał Tadeusz "A cóż to za scena?"
Nim minęła chwilka, dostał od Madsena.
Zemdlał był na chwilę, a gdy się obudził
Madsen go krępował, czym się bardzo trudził.
Otworzył swe oczy, lecz nie mógł się ruszyć
Męstwo Tadeusza zaczęło się kruszyć.
Bo z tego co słyszał było z nim tu krucho
Madsen bowiem zachciał, by mu odciąć ucho.
Już stał przed nim z nożem i tańczył w amoku,
Gdy drzwi się otwarły, stanął w nich w rozkroku
Samuel L. Jackson, z Sharon i Dustinem
Wszyscy zaś robili bardzo groźną minę.
Siedem osób w hali z wyjątkiem Tadzika
Wyjęło giwery krzycząc przy tym dziko.
I w jednej sekundzie padło kilka strzałów,
A potem się cicho zrobiło pomału.
Z całej strzelaniny Sharon tylko żyła-
Reszta się na amen teraz zastrzeliła.
Podeszła do Tadzia i go odwiązała,
A gdy był już wolny za rękę złapała.
Wyszli z magazynu, skrącili do kuli,
A będac na zewnątrz wiatr rześki poczuli.
Spojrzala mu Sharon prosto w jego oczy
I rzekła te słowa: "Mężczyzno uroczy
Mamy jedną szansę, by to wziąść zapomnieć.
Czy się chcesz przyłączyć teraz, tutaj do mnie?"
Pokiwał Tadeusz nie mowiąc ni slowa,
Czuł tylko, jak boli go cholernie głowa.
"Mamy taką siłę" - kobieta zaczęła
"By zapomnieć o tym" - mowiąc palce gięła.
"To, co się zdarzyło nie wspomnieć już więcej
Wystarczy się tylko chwycić tu za ręce."
Złapali swe dłonie, skupili bez mała,
A ta złota kula wkrótce odleciała...
Właśnie dwukonną bryką wjechał młody panek
I obiegłszy dziedziniec zawrócił przed ganek.
Rześki był nad wyraz, bo spał calą drogę
"Woźnica mnie wiezie, więc się przespać mogę"
Tak myślał i zasnął, by czas się nie dłużył
Widać było teraz, że sen mu posłużył.
Coś mu się i śniło, ale nie pamiętał,
Nie myślał więc o tym. Snow pamięć jest kręta.
Raz się sen zapomni, raz pamięta dobrze,
Ten był zapomniany. To i lepiej może.
We dworze pusto: bo drzwi od ganku zamknięto
Zaszczepkami i kołkiem zaszczepki przytknięto.
Podróżny do folwarku nie biegł sług zapytać
Odemknął, wbiegł do domu, pragnąc go powitać:
Dawno domu nie widział, bo w dalekim miescie
Kończył nauki, końca doczekał nareszcie...

Koniec



strony: [1] [2]


Fajne? Wyœlij link znajomemu:



| Głosów: 7 | Dodał: Aragorn_ | Kiedy: 2005-06-01

Dodaj swoją ocenę:


Chcesz komentować? Zarejestruj się!

Szacun i wogule.Genialne.tworca ma wielką wyobraznie
Napisał Flamaster, 2005-09-20 22:25:43

troche męczące, bo bardzo długie, ale fajne, naprawde szacuneczek
Napisał myszoguma, 2006-07-27 16:54:30

komentarz[2] |