Po zakończeniu recitalu Jana Kiepury rozentuzjazmowana publiczność szturmowała estradę, domagając się bisów. Kiepura po kilku ukłonach zapytał swych słuchaczy, czego życzą sobie posłuchać:
- Tosca!
- Rigoletto!
Nagle ponad cały gwar wybił się ostry krzyk jakiejś zażywnej pani:
- Oj, ojej!
Stojący obok mężczyzna poprawił:
- Mówi się "Ay, ay, ay!" (mając na myśli popularną pieśń).
Słysząc to, oburzona pani zawołała:
- Wiem, jak się pieśń nazywa, ale pan mi nadepnął na nogę! |