Z deszczu pod rynnę. Być może jeszcze w tym roku do mieszkańców Piły, Nysy i Jasła dołączą poznaniacy i gliwiczanie, płacąc podatek... od deszczu.
I choć urzędnicy przekonują, że nie będą to pieniądze wyrzucone w błoto, to mieszkańcom trudno ukryć zdziwienie.
Można jednak przypuszczać, że nowa opłata bardziej dotknie supermarkety niż właścicieli domów. Jak podliczyły władze Gliwic, które również szykują się do wprowadzenia podatku od deszczu, opłata nie powinna u nich przekroczyć 200 zł rocznie od domu.
Na pewno nowe przepisy najbardziej dotkną właścicieli wielkich dachów. Ich powierzchnia - jak tłumaczy Owczarek - będzie kryterium decydującym o wysokości opłaty.
Chodzi o to, by oszczędzać wodę
Pomysł wprowadzenia nowej opłaty nie oznacza jednak, że wszyscy poznaniacy powinni zacząć okrajać własne dachy. Nie wszyscy bowiem zapłacą.
Podatki od deszczu po to właśnie są, żebyśmy zaczęli oszczędzać wodę - mówi prof. Kowalczak, mieszkaniec Czerwonaka. - W swoim domu wykorzystuję każdą kroplę deszczówki. Do postawienia odpowiednich studzienek czy zrobienia drenażu nie trzeba wielkiej wiedzy. |