Dowcipy Filmiki Gry online Mp3 Obrazki
PPS-y Teksty Życzenia  
Masz dosyć reklam? ||
 
 
   
 

Strona główna

Dowcipy
Chuck Norris
Informatyczne
Małżeńskie
Nonsens
O blondynkach
O dresiarzach
O hrabim
O Jasiu
O pijakach
O studentach
O teściowej
Twoja stara
Stirlitz
więcej dowcipów>>
Teksty
Ciekawostki ze świata
Śmieszne teksty
Zagadki i sztuczki psychologicze
więcej tekstów>>
Gry online
Arcade
Bijatyki
Dla Dzieci
Fabularne
Intelektualne
Kasyno
Multiplayer
Platformowe
Przygodowe
Room Escape
Sportowe
Strzelanki
Zręcznościowe
więcej gier>>
Filmiki
Bonusy filmowe
Dubbing
Japońskie teleturnieje
Kabarety
Teledyski & parodie
Reklamy
Sportowe
Zwierzęta
Wpadki na wizji
Zwierzęta
Z życia wzięte
więcej filmików>>
Mp3
Detektyw Inwektyw
Dzieci wiedzą lepiej
Edi800 &...
Grzegorz Halama
Huta '99
Kabaret NapAd
Kabaret OT.TO
Kabaret Tey
To zdarzyło się na prawdę
więcej mp3>>
Flashe
Knox's Korner
Parodie
Piosenki
Salad Fingers
Tajemnicze
Xiao Xiao
Z życia flashów
więcej flashów>>
Obrazki
Ciekawe
Komiksy
Komputery
Reklamy
Rysunki
Samochody
Sport
VIP-y
Wklejanki
Zoo
Z życia wzięte
więcej obrazków>>
PPSy
Interaktywne
Ku pokrzepieniu serc
Polityczne
Różne
Śmieszne
więcej ppsów>>
Kto, ile, kiedy...
W obecnej chwili mamy 16 osób on-line, w tym 0 użytkowników!
Konto u nas posiada już 28929 osób, a ostatnio dołączył niejaki endriu519!
Ostatni głos oddano wczoraj o 23:51.
Ostatni komentarz napisano 2021-07-01.

Zwariowane badania naukowe - 14.11.2007 r.
Przepis na ożywianie zmarłych wymyślił w latach 30. ubiegłego wieku Robert Cornish z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Trup musiał być jednak świeży i bez poważnych uszkodzeń wewnętrznych


Podobno autorka książki "Frankenstein, czyli nowoczesny Prometeusz", oparła swą opowieść o szalonym naukowcu na jakiejś prawdziwej historii

"Była pierwsza po północy i deszcz z okropnym odgłosem uderzał o szyby. Świeca była już niemal zupełnie wypalona, kiedy przy jej migocącym, przygasającym płomyku ujrzałem, jak otwiera się zamglone żółtawe oko stworzenia; oddychało ono ciężko i kurczowe ruchy wstrząsały jego ciałem" - tak dr Frankenstein opisywał narodziny sztucznego człowieka. Stwora, którego pozszywał z kawałków cudzych ciał. Mówi się, że 19-letnia Mary Shelley, autorka książki "Frankenstein, czyli nowoczesny Prometeusz", oparła swą opowieść o szalonym naukowcu na jakiejś prawdziwej historii. Całkiem możliwe


. Historia nauki zna wiele dziwacznych eksperymentów dokonywanych przez szalonych badaczy szukających odpowiedzi na pytania, które nikomu innemu nie przyszłyby do głowy. Kilka z nich opisał niedawno tygodnik "New Scientist".

Jakie głupoty można naukowo badać?

Jak się zachowa słoń po zażyciu LSD? Czy wpadnie w szał? Czy będzie miał halucynacje jak człowiek? W sierpniu 1962 r. takie pytania postawili sobie dyrektor zoo w Oklahoma City (USA) Warren Thomas i jego dwóch kolegów z miejscowego uniwersytetu. Ofiarą ich dociekliwości padł słoń Tusko. Badacze wstrzyknęli mu w zad 297 mg LSD. Efekt był gwałtowny. Tusko zaryczał i padł. Po godzinnej agonii zdechł. A trójka naukowców opublikowała wyniki swojej pracy w szacownym „Science", podsumowując: „Wygląda na to, że słonie są bardzo wrażliwe na działanie LSD".

Czy żołnierz potrafi zachować spokój w obliczu śmierci? Odpowiedzi na to pytanie poszukiwała na początku lat 60. armia USA. Wojskowi spece od psychologii z Instytutu Przywództwa w Kalifornii wymyślili dość okrutny eksperyment. Dziesięciu żołnierzy zapakowano do samolotu, który na wysokości kilku kilometrów nagle „uległ awarii". Pilot poinformował pasażerów, że nie działa jeden z silników, a także podwozie, i że zamierza lądować na oceanie. - Przygotujcie się - ostrzegł żołnierzy. Chwilę potem drugi pilot rozniósł przerażonym pasażerom formularze ubezpieczeniowe. Poinformował ich, że muszą je wypełnić, jeśli chcą, by ich rodziny albo oni sami, jeśli przeżyją, dostali odszkodowanie. Jak można się domyślić, wypełnienie formularzy sprawiło żołnierzom ogromny problem. Kiedy w końcu ostatni z nich skończył pisać, pilot zawrócił samolot, poinformował, że „to były tylko ćwiczenia", i wylądował na lotnisku. Jeden z żołnierzy zdołał zemścić się na swych oprawcach. Na woreczku „wymiotnym" napisał ostrzeżenie dla następnej grupy królików doświadczalnych.

Czy śmiech wywołany łaskotkami jest wrodzony, czy wyuczony? To pytanie nurtowało amerykańskiego profesora psychologii Clarence'a Leubę. W 1933 r. przyszedł mu na świat syn i uczony postanowił przeprowadzić na swoim potomku wymyślny eksperyment. Przede wszystkim zakazał swojej żonie śmiać się, kiedy dotykała chłopczyka. Sam łaskotał go codziennie pod pachami, po żebrach, brodzie, szyi, pod kolanami i po stopach. Ukrywał przy tym twarz za tekturową maską.

Jak można się domyślić, pani Leuba nie zdołała utrzymać dyscypliny. Przyznała się do niedozwolonego podrzucania dziecka i chichotania. Czy to nieodpowiedzialne zachowanie zniweczyło cały wysiłek naukowca? Wiemy tylko, że w wieku siedmiu miesięcy syn państwa Leubów zaczął podczas łaskotek chichotać. Niezmordowany badacz postanowił powtórzyć eksperyment trzy lata później, kiedy urodziła mu się córka. I znowu po siedmiu miesiącach od urodzenia dziecko zaczęło się śmiać. Ponieważ tym razem żona utrzymywała, że nawet nie uśmiechnęła się do dziecinki, profesor uznał, że śmiech wywoływany łaskotkami jest dziedziczny.

Czy emocje odbijają się tak samo na każdej twarzy? W 1924 r. Carney Landis, student psychologii na Uniwersytecie w Minnesocie, wystawił kilkadziesiąt osób na różnorodne bodźce, które miały wywoływać grymasy na ich twarzach. Kazał im wąchać amoniak, słuchać jazzu, oglądać zdjęcia pornograficzne, a także wkładać ręce do wiader pełnych żab. Jednocześnie rejestrował na zdjęciach miny badanych. W pewnym momencie zażądał, by każdy z nich wziął do ręki nóż i obciął głowę laboratoryjnego szczura. Choć na początku wiele osób odmówiło, Landis zdołał namówić do dekapitacji gryzoni aż dwie trzecie badanych. Publikując wyniki eksperymentu w „Journal of Comparative Psychology", nie zauważył jednak ciekawego wniosku, który wynikał z jego pracy - większość ludzi poddaje się rozkazom, także tym głupim. Jak się okazało, każdy z nich ma przy tym innym wyraz twarzy.

Co podnieca indyki? Zachowania seksualne tych ptaków badali na początku lat 60. Martin Schein i Edgar Hale z Uniwersytetu w Pensylwanii. Kiedy ze zdziwieniem zauważyli, że pan indyk potrafi „odlecieć" nawet na widok sztucznej indyczki, postanowili sprawdzić, jak bardzo gulgoczący samiec da się nabrać. Jak niewiele mu trzeba, żeby się podniecił? Po kolei pozbawiali sztuczną samicę poszczególnych części ciała. Najpierw fantom stracił ogon, potem łapy, skrzydła, potem... korpus. Okazało się, że pan indyk „leciał" nawet na samą głowę. Ba, wolał ją niż korpus bez głowy. Skąd ta dziwna fiksacja? Schein i Hale uważali, że bierze się ona z różnicy w rozmiarach. Bo kiedy podczas stosunku duży samiec wchodzi na mniejszą samicę, przykrywa ją całą aż po szyję i jedyne, co widzi, to jej głowa.

Choć na pierwszy rzut oka ta indycza fascynacja wydaje się perwersyjna, "New Scientist" przypomina pewną historię z XVII w. Otóż jedną z pierwszych osób skazanych na śmierć w purytańskiej Nowej Anglii był nastoletni Thomas Granger. W 1642 r. zapłacił życiem za seks z... indykiem.

Przepis na ożywianie zmarłych. Wymyślił go w latach 30. ubiegłego wieku Robert Cornish z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley. Trup musiał być jednak świeży i bez poważnych uszkodzeń wewnętrznych. Przepis polegał na zastrzyku z adrenaliny i środków przeciwzakrzepowych, a także intensywnym potrząsaniu delikwentem, by pobudzić mu krążenie. Cornish próbował reanimować w ten sposób kilka foksterierów, które wcześniej udusił i zostawił bez życia na dziesięć minut. I choć każdemu z nich dał na imię Łazarz, to udało mu się ożywić tylko dwa. W wyniku eksperymentu oba oślepły. Zdechły po kilku miesiącach od zmartwychwstania. A władze uniwersyteckie wzburzone pomysłami Cornisha zwolniły go z pracy.

W 1947 r. nieszczęsny badacz próbował przetestować swoją metodę rezurekcji na ludziach. Królikiem doświadczalnym zgodził się zostać niejaki Thomas McMonigle, skazaniec oczekujący w celi śmierci na wykonanie wyroku. Kalifornijskie władze penitencjarne nie zgodziły się jednak na eksperyment. Podobno obawiano się, że ożywionego McMonigle'a trzeba będzie wypuścić na wolność. Załamany Cornish zajął się produkcją pasty do zębów.

Gdzie jest granica naukowej wolności?

Opisane powyżej eksperymenty stawiają pytanie o granice badań naukowych. Bo przecież oprócz tego, że wydają nam się śmieszne, to każdy z nich łączył się z cierpieniem badanych - zwierząt lub ludzi. Naukowcy oczywiście wiedzą, że nie wszystko im wolno. Powołują więc specjalne komisje, które decydują, co jest etyczne, a co nie. Wiedzą, że jeśli przesadzą, ich dociekliwość obróci się w końcu przeciw nim samym.

"Żywiłem najszczersze uczucia, a odpłacono mi za nie odrazą i wzgardą" - żalił się nieszczęsny stwór dr. Frankensteina. "Jestem nienawistny dlatego, że uczyniono mnie nędznikiem. Czyż wszyscy ludzie nie unikają mnie? Czyż nie nienawidzą? Wszak nawet ty, mój stwórca, rozszarpałbyś mnie na sztuki i jeszcze szczycił się swoim triumfem. Nie zapominaj o tym. I powiedz, czemuż miałbym się litować nad człowiekiem bardziej niż on nade mną?!".
dodał: Kabe, źródło: Gazeta komentarz[0] | |