Pamiętacie bajki o królu, który szukał męża dla córki? Południowokoreańska prasa doniosła, że pewien tamtejszy milioner zgłosił się do agencji matrymonialnej, by znalazła partnera dla ukochanej jedynaczki. Kochający tatuś nie omieszkał wspomnieć, że córka jest "za stara i niska".
Jakie czasy, taka bajka.
Anonimowy sześćdziesięcioletni milioner ma 100 milionów dolarów na koncie i spore wymagania. Wymarzony kandydat na zięcia musi być "czystym, zdrowym i bystrym chrześcijaninem wychowanym w porządnej rodzinie".
- Ma wiele zalet, mimo że jest trochę za stara i niska - napisał w ogłoszeniu o swojej córce. Kobieta ma 38 lat, wyższe wykształcenie i, jak zapewnia tatuś, "dobry charakter". Jest też jedyną spadkobierczynią ojcowskiej fortuny, więc kandydatów na potencjalnych narzeczonych nie brakuje.
W ciągu czterech dni od ukazania się ogłoszenia do tatusia-milionera zgłosiło się ponad 400 zainteresowanych kawalerów. - Sto milionów dolarów to ogromna suma. Dla takich pieniędzy można się poświęcać - powiedział jeden z nich. |