"Fala" ruszyła w gimnazjach. Starsi dręczą pierwszaków. Na twarzach wypisują wulgaryzmy, głowy wkładają do ubikacji. Nauczyciele rzadko reagują.

Na korytarzach sosnowieckiego Gimnazjum nr 16 łatwo rozpoznać pierwszoklasistów. Twarze mają pomalowane markerami w różne wzory. - Starsi koledzy i koleżanki co chwilę mnie łapią, przytrzymują i piszą na czole, policzkach i rękach. To koszmar. Ciągle jestem usmarowana - wzdycha jedna z dziewcząt. Pod grzywką miała napis "kotek", na ręce - "kiciuś", a pod nosem - wąsy. - Ci ze starszych klas sprzedają za 50 gr chusteczki nasączone chyba jakimś spirytusem. Mówią, że jak się przetrze, to rysunki schodzą - opowiadają pierwszoklasiści.
Chłopaki mają gorzej. Drugo- i trzecioklasiści wypisują im na twarzach również niecenzuralne słowa. - Nie mogę zetrzeć tego mazaka. Dziewczyny ze starszych klas mówią, żeby rano się smarować kremem, wtedy łatwiej schodzą te bazgroły, ale zaspałem i nie zdążyłem zabrać kremu Nivea - denerwuje się pierwszak.
Starsi uczniowie nie ukrywają, że dręczą młodszych. - Krem faktycznie pomaga, rysunki szybciej schodzą. Rok temu tak nam radziły nauczycielki - twierdzą dziewczyny z drugiej klasy, chowając za sobą ciemny marker. Wtedy były "kotami".
"Fala" rozpoczęła się tydzień temu w wielu szkołach województwa. Do "Gazety" dzwonią przerażeni rodzice. Jeden z ojców skarży się, że z powodu szkolnej "fali" dziecko boi się chodzić do szkoły. Zaczęło się, kiedy starsi koledzy zagrozili mu, że jeśli nie przejdzie próby ze "złotówką", skończy jak "szuwarek". - Przykładają monetę do ściany, delikwent musi ją szybko przycisnąć czołem. Jak spadnie, myją mu głowę w muszli klozetowej albo wrzucają tam podręczniki. Syn uciekł, jego koledze się nie udało - opowiada ojciec.
- "Fala" to normalka - potwierdzają uczniowie, których spotkaliśmy w katowickim centrum handlowym Silesia City Center. Opowiadają, że moczenie głowy odbywa się zwykle po lekcjach, żeby nauczyciele nie nabrali podejrzeń na zajęciach na widok mokrych włosów. - Boję się, więc uciekam czasem z ostatniej lekcji. Jak przyszłabym do domu mokra, mama zrobiłaby w szkole awanturę, a ja miałabym przechlapane przez trzy lata - mówi 15-letnia dziewczyna.
W Gimnazjum nr 16 rozkładają ręce. - Rozmawiamy z uczniami od początku roku szkolnego. Żaden nam jeszcze nie powiedział, że malowanie buzi mu przeszkadza. Nie ma w tym przemocy, nikt nikogo nie przyparł do muru. Zresztą marker łatwo schodzi. Wystarczy przemyć buzię wodą - mówi Hanna Słabosz, pedagog szkolny. Dodaje, że o moczeniu głów i wrzucaniu podręczników do ubikacji nie słyszała. - Mamy na oku wszystkie toalety. Pomysłowość uczniów nie zna granic, więc nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć ani wszystkiemu zapobiec - dodaje Słabosz.
- Z "falą" można sobie poradzić - twierdzi Zbigniew Byszewski, dyrektor Gimnazjum nr 2. Prowodyra nielegalnych otrzęsin usunięto ze szkoły. - Nauczyciele muszą szybko działać. Ważne jest również, żeby byli konsekwentni w tym, co robią. Utrzymanie dyscypliny w szkole sporo nas kosztuje. Od razu wzywamy rodziców ucznia, który wyłudza pieniądze, nawet jeśli to tylko 10 gr - mówi Byszewski.
Marian Drosio, śląski kurator: - Zdaję sobie sprawę, że "fali" nie zwalczy się wyłącznie monitoringiem, potrzeba tu konsekwencji i współpracy wszystkich pracowników szkoły, łącznie z woźnym, sprzątaczką czy kucharką. Wszyscy powinni obserwować uczniów.
|