W Łomży rakieta spadła z nieba na samochód. Policjanci szukają tego, kto ją wystrzelił. A część mieszkańców już podejrzewa kosmitów.

W sobotę kilka minut po godz. 9 rozległ się głośny świst. Po kilku sekundach mieszkańcy Łomży usłyszeli uderzenie. Coś spadło na białego nissana primerę zaparkowanego na jednym z osiedli. Siła uderzenia była tak duża, że to "coś" przebiło przednią szybę samochodu, deskę rozdzielczą, a nawet wpadło do silnika auta.
Mieszkańcy od razu zaczęli spekulować, co to może być i skąd się wzięło. - To leciało tak szybko, że musiało spaść z bardzo wysoka. To pewnie coś z innej planety - mówi z powagą pan Jan, jeden ze świadków zdarzenia. Łomżyńscy policjanci takiej historii nie dawali wiary. Oglądając trafiony samochód, mówili, że to "coś" spadło z przelatującego samolotu. Wątpliwości rozwiali dopiero przybyli na miejsce saperzy z jednostki wojskowej w Orzyszu: - To rakieta, i to radziecka, z połowy XX wieku - zawyrokowali.
- Wojskowi eksperci ocenili między innymi kąt wbicia się przedmiotu w samochód i linię jego lotu, którą udało im się w pewnej mierze odtworzyć. I nie ma wątpliwości - na pojazd spadł fragment pocisku rakietowego - mówi Krzysztof Leończak, rzecznik łomżyńskiej policji.
Pocisk ma ok. 15 cm średnicy i ponad 50 cm długości. Teraz policjanci sprawdzają, kto go wystrzelił. Wszystko wskazuje na to, że ktoś przeprowadzał militarny eksperyment.
- Być może sprawca zamieszania wcześniej znalazł przypadkiem rakietę i postanowił ją odpalić - przypuszcza Leończak.
Ale świadkowie zdarzenia trwają przy swoim. - To musi pochodzić z kosmosu. Takich rakiet nie znajduje się przecież na ulicy - przekonuje pan Jan.
|