Polacy tak silnie przeżywają losy bohaterów ulubionych seriali, że często mylą rzeczywistość z filmową fikcją. Aktorom dostaje się czasem laską na ulicy za ekranowy romans.
O tym, jak ludziom zależy na serialowych idolach, przekonał się Adam Malecki, aktor Teatru Żydowskiego z Warszawy, który jako Marcin Galik zagrał epizod gwałciciela w serialu "Na Wspólnej". - Ludzie na ulicy utożsamiali mnie ze złą filmową postacią - mówi. - "Jedzie gwałciciel!" - usłyszałem w tramwaju. Innym razem starsza pani kazała mi opuścić kolejkę do sklepu. Było też wiele wulgaryzmów pod moim adresem - przyznaje.
Inny aktor serialowy miał miej szczęścia. Za wredny charakter postaci, którą grał, dostał pięścią w twarz. - W przerwie zdjęć, na korytarzu zjawili się dwaj emeryci z żonami. Jeden z nich rozpoznał w nim filmową postać i zaczął grozić, by więcej nie krzywdził swojej serialowej partnerki. Kiedy się na te uwagi uśmiechnął, dostał silny cios - opisują znajomi artysty, który do tej pory nie chce rozmawiać o incydencie. W środowisku filmowym znany jest też przypadek ekranowego amanta, który za flirt z czterdziestoletnią kobietą otrzymał na chodniku dwa ciosy wymierzone laską starszej fanki serialu. Przez kilka tygodni wychodził z planu w kapturze na głowie.
Przecież miała wylew...
Jak się okazuje, złudzeniu ulegają nie tylko pojedynczy widzowie. Kiedy na targach żywieniowych zapowiedziano, ze w składzie jury pojawi się Bożena Dykiel, po całej sali rozeszły się głośne szmery. To niemożliwe - przecież pani Bożena miała wczoraj wylew - ludzie oniemieli z wrażenia, tak bardzo uwierzyli w filmową chorobę. A kiedy pojawiła się na sali, cieszyli się, jakby wyzdrowiał im ktoś bliski.
Aktorzy już przywykli do takich sytuacji. Bożena Dykiel, która gra ciepłą i wyrozumiałą Marię Ziębę w serialu "Na Wspólnej", niemal na każdym kroku pytana jest przez przechodniów o stan zdrowia. - Pytają, czy mam już sprawną rękę po wylewie, jak długo trwa już leczenie i do jakich lekarzy chodzę - mówi Bożena Dykiel. - Gdy słyszę te pytania, uśmiecham się do swoich fanów. To świadczy tylko o tym, że doskonale wywiązałam się ze swojej roli - uważa.
A ty nie jesteś w ciąży?
Kłopotliwe pytania pod adresem odtwórców głównych ról padają wszędzie: w sklepie, na ulicy, w parku. Dominika Ostałowska, która gra Martę Mostowiak z "M jak Miłość" już wiele razy musiała się tłumaczyć. - Ludzie się dziwią, że nie jestem w ciąży, kiedy na planie chodziłam z brzuszkiem - opowiada aktorka. - Pytali nawet, czy to dziecko jest planowane. Cieszę się, że jestem dla nich tak wiarygodna. Staraliśmy się na planie, by nikt nie zauważył tego jaśka. No i proszę, wyglądał wiarygodnie.
Porad dotyczących postępowania nasłuchał się także jej filmowy kolega Rafał Mroczek - rozpoznawany jako Paweł Zduński. - Często mnie zaczepiają ludzie na ulicy i mówią, co mam w serialu robić, a czego nie powinienem.
Wielokrotnie im tłumaczyłem, że to jest tylko gra aktorska, bo taką mam rolę, ale do wielu osób to nie dociera. Rzadko biorą to do świadomości. Już nie pamiętam, ile osób mi doradzało, abym zostawił tę Tereskę, bo mi tylko życie zmarnuje. Podobnie było z serialową Magdą - opowiada Mroczek.
Fanom seriali zależy na życiu ich idoli, jakby toczyło się naprawdę. Martwią się, że Steffen Muller jest chudy, bo żona go zostawiła i nikt mu nie gotuje. Mają za złe jego serialowej żonie Joannie Koroniewskiej, że w rzeczywistości spaceruje ze swoim narzeczonym zamiast z aktorem. Macieja Damięckiego ludzie proszą, żeby ich wyspowiadał na ulicy, bo tak ładnie robi to na ekranie. Aktor w trzech serialach gra księży.
Bo film jest częścią nas samych
- Stało się tak poprzez silną identyfikację widzów z wybraną i ulubioną bohaterką. Jeśli ktoś silnie identyfikuje się z aktorką, to w dużej części doświadcza jej przeżyć - wyjaśnia psycholog społeczny prof. Janusz Czapiński. - Ludzie odreagowują też krzywdę, jaką widzą u swojej ulubionej aktorki. Wówczas mogą wyzwać człowieka, splunąć mu nawet w twarz czy uderzyć. Tak dzieje się najczęściej, gdy zauważamy aktorów grających złe role. Ich wówczas nie lubimy - przekonuje.
Równie mocno jak w historie ze scenariusza wierzymy też, że miejsca pokazywane w serialach wyglądają tak samo w rzeczywistości. Dlatego policjanci z warszawskiego komisariatu na Dworcu Centralnym nie mogą się opędzić od ciekawskich i stale muszą tłumaczyć, że tam nigdy niczego nie filmowano. Ci, którzy w telewizji rozpoznają swoje osiedle, zawzięcie tropią, gdzie też mieszkają ci słynni sąsiedzi.
Choć polskich aktorów może nużyć wieczne tłumaczenie, że nie są tymi, za kogo biorą ich przechodnie i tak mają lepiej niż ich koledzy w Ameryce Środkowej czy Południowej. Tam widzowie podobnie traktują telewizję. Aktor który przyciąga swoją rolą widza, postrzegany jest przez widzów jako półbóg. Jednak, gdy tylko zagra złą rolę czy chociażby scenę, nie może pokazać się swobodnie na ulicy, bo spotkanie z rozgoryczoną publicznością nie skończyłoby się tylko na żalach i krzyku. |