Czy twój chłopak, mąż, syn jedzie do Niemiec na mistrzostwa świata w piłce nożnej?
Do obsługi milionów kibiców mistrzostw świata w piłce nożnej szykują się setki tysięcy prostytutek.
Na pół roku przed piłkarskim świętem w Niemczech stoją naprzeciwko siebie dwa wrogie obozy. Z jednej strony stróże moralności. Z drugiej ci, którzy jednym tchem wymieniają: piłka nożna, piwo i seks. Właśnie na nich liczy gigantyczny przemysł erotyczny: legalnie działające za Odrą domy publiczne, łatwe dziewczyny i pokątni sutenerzy. Wszyscy zacierają ręce, licząc na krociowe zyski. Szansę, jaką dała im FIFA, zamierzają wykorzystać z niemiecką sumiennością.
Mieszkańcy 12 miast od Hamburga po Lipsk i Monachium, które gościć będą piłkarzy walczących o tytuł mistrza świata, żyją w oczekiwaniu na mundialowe orgie. Spodziewają się nawet kilku milionów kibiców, w tym kilkuset tysięcy Polaków. Tylko nieliczni zdołają wejść na stadion. Pozostali zamierzają po prostu dobrze się zabawić i po piłkarskich emocjach szukać odprężenia w alkoholu i erotycznych ekscesach. Już dziś w wielu polskich firmach męska część załogi planuje wspólny wypad za Odrę.
Niemieckie gazety alarmują, że do obsługi mundialu szykuje się 400 tys. niemieckich prostytutek, w tym 40 tys. z Europy Wschodniej. Akurat to ostatnie przyprawia niemieckie przedstawicielki najstarszego zawodu świata o ból głowy. - Będziemy musiały walczyć z dumpingiem konkurentek. A jeśli ceny z dzisiejszych 65-30 euro za usługę spadną do 10? - martwi się 22-letnia Angela, która czeka na klientów w bramie na Oranienburger Strasse - zaledwie paręset metrów od nowej siedziby Instytutu Kultury Polskiej w Berlinie.
Detlef Ubben, szef policji obyczajowej w Hamburgu, obawia się, że zagraniczni amatorzy płatnego seksu będą łatwym łupem złodziei. - Kiedy klientowi staje, traci rozum - zżymał się doświadczony śledczy na łamach niemieckiej prasy. Dlatego w Hamburgu tajniacy z obyczajówki, podając się za klientów, będą sprawdzać "uczciwość" prostytutek.
W branży czerwonych świateł, jak w Niemczech nazywa się prostytucję, nie chcą oficjalnie mówić, jak przygotowują się do mundialu. Wiadomo, że zrobią to z typowo niemiecką, biurokratyczną pedanterią. - Nasza organizacja i koleżanki z Grupy Roboczej "Zdrowy Klient" oraz Federalne Stowarzyszenie Świadczycieli Usług Seksualnych nie wypracowały jeszcze wspólnego stanowiska w sprawie mistrzostw świata - ucina krótko Katharina Cetin ze Stowarzyszenia Prostytutek "Hydra e.V" na berlińskim Kreuzbergu.
Jednak przygotowania do najazdu kibiców idą pełną parą. Na przykład w berlińskiej dzielnicy Charlottenburg w pobliżu Heerstrasse, jednej z najdłuższych ulic Berlina, która prowadzi do stadionu olimpijskiego (tu odbędzie się finał mundialu). W listopadzie w tutejszej hali targowej hucznie otwarto największy dom publiczny w Niemczech. To burdel przyszłości - ochrzciły go niemieckie gazety, zastanawiając się przy tym, czy za jego sprawą, na czas mistrzostw nie powstanie tu ulica nierządu dla przyjaciół piłki nożnej z całego świata.
Właściciel przybytku, Turek Haki Simsek, wyłożył nań 5 mln euro. Oprócz "różowych" pokoi są tu sauna, basen, siłownia, restauracja - wszystko za darmo, pod warunkiem że klient zapłaci 70 euro za pokój (drugie tyle płaci prostytutka). Simsek nie wnika, co klienci robią w pokojach i jak się rozliczają.
Hotel nazywa się Artemis, po polsku Artemida, grecka bogini niewinności i symbol dziewictwa. Młodzieńca Akteona, który zobaczył ją nagą w kąpieli, przemieniła w jelenia. Czy podobny los czeka kibiców?
Z historii
Niemcy nie pierwszy raz mają problemy z prostytucją z okazji wielkiej imprezy sportowej. W 1972 r. podczas igrzysk olimpijskich burmistrz Monachium zatroskał się o dobre imię miasta. I wyrzucił ze śródmieścia lekkoatletki uprawiające najstarszą dyscyplinę świata.
Niewiele to pomogło. Gazety zapełniły się ogłoszeniami "płatnych hostess", "fotomodelek" i "kawalerów", którzy klientów kusili na różne sposób,y np. zapaleniem w zaciszu hotelowego pokoju "prawdziwego znicza olimpijskiego", jak napisała autorka jednego z ogłoszeń.
Dziś to już historia. Niemcy są potęgą branży erotycznej. Mimo zalegalizowania prostytucji władze nie potrafią sobie poradzić z handlem żywym towarem.
Była minister ds. rodziny Renate Schmidt z SPD domaga się od działaczy z Niemieckiego Związku Piłki Nożnej, aby przyłączył się do krucjaty przeciwko szerzącej się prostytucji. Razem z organizacjami kobiecymi i kościelnymi liczy na reprezentantów Niemiec - Michaela Ballacka i Olivera Kahna. Zdaniem Schmidt powinni "pokazać czerwoną kartkę handlarzom żywym towarem".
Co na to policja? - Nie będziemy nikomu psuli interesów. Ale będziemy ścigać przymusową prostytucję - zapowiada Gottfried Schlicht z prezydium policji w Monachium. |