Dzieci i auta, których nikt nie kradnie, koty chcące się zabić, kaczki gwałcone przez kaczora sąsiada. To przykłady zadań, jakie stoją przed policją XXI wieku.
"Panie komisarzu drogi, niech Pan szybko przyjeżdża, bo Haneczka weszła na dach i chce skoczyć" - lamentowała przez telefon starsza pani. "Boże, ona się zabije. Niech panowie szybko przyjadą i mi pomogą. Błagam"
"Panie komisarzu drogi, niech Pan szybko przyjeżdża, bo Haneczka weszła na dach i chce skoczyć" - lamentowała przez telefon starsza pani. "Boże, ona się zabije. Niech panowie szybko przyjadą i mi pomogą. Błagam". Dyżurny wysłał na miejsce patrol policji, zawiadomił straż pożarną - podaje gazeta.
Kiedy na miejscu policjant zapytał, gdzie jest Haneczka, starsza pani wskazała na dłonią dach. "No tam, stoi na krawędzi" - powiedziała szlochając - relacjonuje dziennik.
"Na dachu stała śliczna, czarna kotka, na którą właścicielka wołała Haneczka. W tym momencie przeskoczyła na drzewo i zeszła po nim wprost w ramiona staruszki" - opowiedzieli "Słowu Polskiemu - Gazecie Wrocławskiej" policjanci z wałbrzyskiego komisariatu.
Dzierżoniowski stomatolog zgłosił kradzież swojego samochodu. Zrozpaczony zeznał na policji, że w nocy ktoś ukradł mu auto spod domu. Opowiadał, że przyjechał wieczorem, potem nigdzie nie jechał, rano przed domem auta nie było. Policjanci po kilkunastu godzinach odnaleźli auto nietknięte, 200 m od domu doktora - pisze gazeta.
"Przesłuchiwany ponownie lekarz przypomniał sobie, że wieczorem wyszedł z domu do sklepu po papierosy, nie było jego ulubionych, więc podjechał kilkaset metrów do następnego sklepu" - opowiadali dziennikowi policjanci z bielawskiego komisariatu. "Potem zapomniał, że przyjechał tam samochodem i wrócił do domu piechotą" - dodali.

"Kiedyś pewna pani zażądała, by policja karała mandatem jej sąsiada" - powiedział "Słowu Polskiemu - Gazecie Wrocławskiej" Arkadiusz Wojnowski z Komendy Powiatowej Policji w Świdnicy. Problem dotyczył jej dwóch kaczek i kaczora sąsiada. Kaczor przychodził na jej podwórko i - jak to określiła właścicielka kaczek - gwałcił jej ptaki. Kilka razy przepędziła go z podwórka miotłą, ale był uparty i przychodził nadal - czytamy w dzienniku.
Zażądała od sąsiada, by zrobił z nim porządek. Odmówił. Powiedział, że nie może zabić kaczora tylko dlatego, że ten odwiedza jej kaczki. Kobieta poprosiła o pomoc policję. Dzwoniła dotąd, aż dzielnicowy przyjechał i zdyscyplinował jej sąsiada. W efekcie zdenerwowany całą sytuacją pan przeznaczył kaczora na rosół - pisze "Słowo Polskie - Gazeta Wrocławska". |